BSW | Słuchawki DIY

Słuchawki DIY

(sd409+sd426+shp5401)

Geneza

Właściwie to chciałem zbudować sobie słuchawkowy wzmacniacz lampowy OTL na radzieckiej duotriodzie 6N13S. Aby konstrukcja miała sens, potrzebowałem wysokoomowych słuchawek o godnym brzmieniu. Z tanich słuchawek w grę mogły wchodzić modele produkowane kiedyś przez Tonsil o impedancji znamionowej 600 ohm. Do kupienia jest już tylko model sd-409, który ma dosyć podłe brzmienie. Znakomite sd-426 są już całkowicie niedostępne, ale to legendarny, słynący z doskonałego brzmienia, najlepszy model polskich słuchawek. Postanowiłem przeprowadzić tuning starych sd-409, do których chciałem wmontować wkładki i poduszki od modelu sd-426. Z racji na identyczną konstrukcję mechaniczną sprawa nie przedstawiała teoretycznie większych trudności.

Zamówiłem brakujące elementy w www.skleptonsil.pl i czekałem grzecznie na przesyłkę, szykując w międzyczasie nowiutki kabel tasker c118 i wtyk od Neutrika. Niestety nie było tak dobrze - poduszki doszły, ale wkładek już nie mieli. Po kilku miesiącach bezowocnych poszukiwań dałem za wygraną...

Reaktywacja

Zainspirowany konstrukcją ( Słuchawki Tonsil SN-50 Porta Pro - modyfikacja klasyka ), gdzie autor do starych Tonsili wbudował wkładki KOSS, postanowiłem zrobić coś z moimi niedoszłymi słuchawkami. W międzyczasie wszedłem w posiadanie nienajgorszych wkładek od Philips SHP5401, a ponadto okazyjnie udało mi się zakupić nowiutkie (niemalowane) dekielki do sd-426. Tylko jak to wszystko zmontować?

Konstrukcja

Aby mieć dostęp do środka, wyłamałem oryginalne druciane dekle, a w ich miejsce wstawiłem nowe od sd-426. Nowe dekle są przykręcone wkrętami (musiałem im dorobić dodatkowe otwory) do krążków z plastiku, które wmontowałem od środka. Oryginalne wkładki były montowane na zatrzaski - nowe zamontowałem z pomocą drutu do wspomnianych krążków. Po skręceniu wszystko jest odpowiednio usztywnione. Pady (poduszki) są wklejone na Butaprem. Dzięki łatwemu dostępowi do środka od tyłu mogłem włożyć wygłuszenie.

O brzmieniu

Philipsy słyną ze znakomitej średnicy. I ta faktycznie jest dobra. Wysokie tony mają skłonność do lekkiego szelestu (w brzmieniu talerzy) - ale nie piasku ani sybilantów. Najwięcej zabawy było z niskimi tonami. Ostatecznie po kilku eksperymentach zastosowałem dwa rodzaje gąbki i warstwę czarnej żorżety. Dzięki tym zabiegom brzmienie basu znacznie się poprawiło w stosunku do wersji pierwotnej. Nie jest to bas dudniący, ale przyjemny - miękki i głęboki.

Początkowo dźwięki dochodziły jakby ze środka głowy. Zmieniłem ułożenie przetworników tak, aby osie akustyczne były lekko odchylone ku tyłowi - dzięki temu poprawiła się stereofonia i reprodukcja wysokich tonów.

Czy było warto?

Zrobione trochę dla hecy, ale wyszło nienajgorzej.

Poza brzmieniem - zasługa bezkonkurencyjnych w tej klasie cenowej wkładek Philips - słuchawki są bardzo wygodne. To z kolei zasługa dużych, obejmujących całe ucho miękkich, welurowych padów oraz nieuciskającego głowy pałąka.

Dzięki uprzejmości kol. Spalon z forum audiohobby.pl miałem możliwość porównać je z oryginalnymi polskimi sd-426 oraz sd-524. Muszę stwierdzić że moje słuchawki wyszły z tego pojedynku obronną ręką. Nie oznacza to że są takie same jak oryginały. To całkiem inne słuchawki. Sd-426 są ciemne, z dużym, gęstym basem i wycofaną średnicą. Bardzo przyjemne dla relaksu, ale może w nich brakować detali. Sd-524 to z kolei dokładne słuchawki monitorowe z - niestety - skąpą ilością basu. Moja hybryda jest gdzieś pomiędzy nimi. Osobną kwestią jest to że obydwie pary Tonsili mają impedancję 600ohm. Moje 32-ohm'owe wkładki od Philipsa na pewno są łatwiejszym obciążeniem dla klasycznego tranzystorowego wzmacniacza.

Do odsłuchów wykorzystywałem zbudowany samodzielnie wzmacniacz słuchawkowy.


Na temat konstrukcji słuchawek rozpocząłem wątek na forum DIY portalu elektroda.pl
Ale tematyka ta nie cieszy się tam widać popularnością...